
Ugruntowana pozycja przedsiębiorstwa w danej branży buduje jego autorytet i prestiż, zatem podwykonawcy chętnie podejmują z nim współpracę i systematycznie startują w ogłaszanych przetargach, licząc przy tym na uzyskanie korzyści ekonomicznych i wizerunkowych. Co jeśli w relacji zleceniodawca – zleceniobiorca pojawia się problem nieterminowego regulowania należności, gdzie znane przedsiębiorstwo nie płaci za świadczone mu usługi?
Niestety o tym, jak niemoralnie może zachować się rozpoznawalna firma, przekonał się Pan Tomasz, który przypomnijmy, prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i świadczy szeroki zakres usług z obszaru projektowania graficznego.
Siła autorytetu
Znane i lubiane przedsiębiorstwa wchodzą w rolę kreatorów opinii, stają się dla wielu autorytetem w różnych, nie tylko branżowych kwestiach. Każdy ich ruch, akcja, kampania marketingowa, publikowane przez nich treści są skrzętnie śledzone i często obszernie opisywane na łamach zróżnicowanych pod względem tematów czasopism.
Sile autorytetu ulegają również podwykonawcy, szczególnie Ci będący dopiero na etapie budowania portfolio lub chcący nieco je podrasować świeżą współpracą ze znaną firmą.
Wspomniany wcześniej Tomasz, otrzymał zapytanie o wycenę projektu kontrowersyjnych grafik dla polskiego oddziału międzynarodowej korporacji. Grafiki miały zostać włączone do przygotowywanej kampanii promującej nowy produkt.
Lepiej chroń klienta przed jego wizjami
Przedsiębiorcy bardzo zależało na terminowej realizacji projektu i zrobieniu dobrego wrażenia, miał nadzieję na zaangażowanie go również w inne projekty.
Odbiór kampanii nie był jednak taki, jak się spodziewano. Interesariusze spółki podzielili się na dwa obozy, jednym przygotowana przez Tomasza kreacja reklamowa przypadła do gustu, a inni nie kryli rozgoryczenia. Winę za wszystko zrzucono na Tomasza, przecież wiedział co robi. To nic, że przygotował kreację zgodnie z wytycznymi klienta. Nie protestując, odwzorował 1:1 wizję dyrektora marketingu zleceniodawcy. Jak się później okazało, to był błąd.
Większy może więcej
Grafik wywiązał się z zawartej umowy, jednak po całym zajściu został poinformowany, że nie otrzyma należnego mu wynagrodzenia, a jeśli będzie miał roszczenia, to publicznie zostanie ośmieszony.
Tomasz zdecydował się nie ulegać wywieranej presji większego podmiotu. Wiedział, że jeśli teraz odpuści, to firma w przyszłości zachowa się w podobny sposób względem innego przedsiębiorcy.
Finał niemoralności płatniczej
Po upływie 60 dni od wyznaczonego terminu zapłaty faktury, grafik zgłosił sprawę do windykacji polubownej. Doświadczony negocjator zatrudniony w firmie windykacyjnej, do której trafiło zlecenie od Tomasza, skontaktował się z jego dłużnikiem. Negocjował warunki i harmonogram spłaty należności dla grafika. Nierzetelny kontrahent nadal zapierał się, że nic się Tomaszowi nie należy.
Kolejnym krokiem na drodze windykacji polubownej było skontaktowanie się z centralą tego przedsiębiorstwa. Pracownik działu windykacji poinformował tamtejszego CEO o zaistniałej sytuacji. Ten nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał i zaraz następnego dnia wykonał przelew całej zaległej kwoty na konto Tomasza. Po konsultacji z siedzibą główną spółki wystosował też oficjalny list z przeprosinami w imieniu całej firmy.
Niepokorny dyrektor, który postawił oddział w roli dłużnika, dostał reprymendę od samego prezesa korporacji. Zapomniał bowiem o tym, że cały mechanizm organizacyjny działa sprawnie, jeśli każdy pracownik respektuje wyznaczone cele i wartości przedsiębiorstwa. Niemoralne zachowania w tej firmie są nieakceptowane.

