Google Linkedin YouTube

Na łamach Akademii Rozważnej firmy kontynuujemy cykl wpisów, w których przedstawiamy typowe zachowania dłużników oraz radzimy, jak reagować na takie postawy.

Osoba, której życie i działalności biznesowa są wręcz naznaczone serią niefortunnych zdarzeń, uniemożlwiających spłatę zobowiązań. Pechowiec. W drewnianym kościele to właśnie jemu spadłaby na głowę cegła. Poznajcie dłużnika – chodzące nieszczęście.

Już po pierwszej rozmowie na temat spłaty zadłużenia można odnieść wrażenie, że trafiliśmy na osobę, wokół której skumulowały się wszelkie możliwe nieszczęścia. Każda kolejna tylko utwierdzi nas w tym przekonaniu. Sprawcami skomplikowanej sytuacji takiego dłużnika są wszyscy i wszystko – rząd, ZUS, konkurencja, była i obecna żona, niekorzystne kursy walut. Nie ma w tym jego winy, po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Gdyby okoliczności były inne, z pewnością już dawno znalazłby się w rankingu Forbes 500, na razie musi jednak tłumaczyć kontrahentom dlaczego od 3 miesięcy nie może uregulować 1300 zł zadłużenia.

Historie przedstawiane przez dłużnika najczęściej są niespójne i wzajemnie się wykluczają. W poniedziałek usłyszymy o ciągłych kontrolach i nękaniu przez Urząd Skarbowy, w czwartek o zagubieniu danych do logowania, które są konieczne do wykonania przelewu. Kolejne tygodnie przyniosą m.in. zagranicznych kontrahentów, którzy po transakcji rozpłynęli się w powietrzu razem z pieniędzmi, wypadki samochodowe, kradzieże towaru, oszustwa, spiski itp. Dłużnik – chodzące nieszczęście będzie starał się wzbudzić w nas poczucie zrozumienia, solidarności, a nawet współczucia:

„wie Pan jak to jest?”
„liczę, że Pan to zrozumie…”
„my przedsiębiorcy to zawsze mamy pod górkę…”

Co chce osiągnąć?

Dłużnik – chodzące nieszczęście w większości przypadków nie jest typem oszusta. Ma świadomość, że będzie musiał w końcu uregulować zadłużenie i zrobi to, ale jego niesamowite „przygody” pozwolą mu odwlekać ten moment przez długi czas. Liczy również na to, że uda mu się wzbudzić w kontrahentach współczucie i wynegocjować np. umorzenie odsetek i kosztów windykacji. Jeśli choć kilku kontrahentów uwierzy w te historie i tłumaczenia, dłużnik zapewni sobie kredytowanie działalności bez ponoszenia kosztów, a przy okazji zaoszczędzi całkiem pokaźną sumę.

Co zrobić?

Przede wszystkim – nie zwlekać. Wyobraźnia takiego dłużnika jest ogromna, więc swoimi niesamowitymi historiami może nas zwodzić przez długie miesiące. Zamiast konstruktywnej rozmowy o pieniądzach, regularnie otrzymamy kolejną porcję mniej lub bardziej wiarygodnych tłumaczeń, które do niczego nie prowadzą. Po przekazaniu sprawy do windykacji polubownej, z dłużnikiem będzie się kontaktował windykator, co znacznie ograniczy jego pole manewru. Już po pierwszej rozmowie zorientuje się, że próby wzbudzenia współczucia czy „gry na czas” nie przyniosą skutku, a brak zapłaty w terminie wiąże się z wieloma konsekwencjami, z których do tej pory nie zdawał sobie sprawy.

Sprawdź inne artykuły z serii „rodzaje dłużników”

O autorze

Piotr Kaźmierczak

Pełni funkcję Dyrektora ds. Rozwoju EULEO. Jest odpowiedzialny za strategię i rozwój firmy, w tym zwłaszcza ofertę usług, sprzedaż, marketing i PR. Stworzył koncepcję szkoleń z zakresu zarządzania należnościami i negocjacji z dłużnikami. Jest absolwentem Wydziału Filozoficzno - Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego (kierunek historia) oraz podyplomowych studiów z zakresu zarządzania małymi i średnimi firmami na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Swoje pozazawodowe zainteresowania skupia na: historii, literaturze środkowoeuropejskiej, muzyce fado, muzyce operowej, teatrze. Amatorsko uprawia: żeglarstwo, narciarstwo, biegi, koszykówkę. Wolny czas najchętniej spędza podróżując po Europie w poszukiwaniu ciekawej kuchni regionalnej i dobrego wina.
Dodaj komentarz
©2012 EULEO spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp. k